Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Związek DDA i Borderline

Otagowane: ,

Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarnockruka
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Hej, to mój pierwszy post na forum, więc jednoczenie chciałabym się przywitać.

    Chciałabym dowiedzieć się czy ktoś z Was spotkał się z taką kombinacją – związek dwóch osób, gdzie jedna (ja) ma borderline a druga (mój chłopak) jest DDA. Mam 25 lat a on 28.

    Jak wiadomo, border – niesamowicie silna potrzeba bliskości, zapewniania o swojej miłości, przytulania, całowania, ogromny lęk przed porzuceniem. Poczucie własnej wartości = 0. Nie przytula, nie całuje = nie kocha, brzydzi się, po co w ogóle ze mną jest, jest ze mną bo czeka na lepszą opcję i wtedy ucieknie.

    Mój chłopak – prawie w ogóle sam z siebie mnie nie przytula (sam z siebie jedynie w nocy), nie pamietam kiedy ostatni raz się całowaliśmy (oczywiście ja muszę to inicjować a ja jako border boję się odrzucenia i tego że akurat nie będzie chciał – kiedyś to się zdarzyło – więc mam już swego rodzaju traumę i chociaż bardzo chcę to już nawet nie próbuję…), o takich rzeczach jak złapanie za rękę, pogłaskanie mogę pomarzyć. Musiałam zapytać go wprost (przez SMS bo jako border również nie umiem rozmawiać, on także…) czy jest w stanie powiedzieć mi szczerze że mnie nie kocha (wyszło to tak, że dzień wcześniej napisałam mu, że go kocham jednak bez odpowiedzi „ja Ciebie też”, przepłakałam wtedy cały dzień). Napisał że kocha.
    On wie że ma problem z wyrażaniem uczyć, mówi że zawsze tak miał (chociaż mój border czasami twierdzi że to tylko wymówka :().
    Border bardzo w tym wszystkim przeszkadza…  Bo chociaż ufam mu w stu procentach to oczywiście wmawiam sobie nieświadomie jakieś rzeczy i mam milion myśli w głowie. Po jego zachowaniu widzę że może to być prawda (to, że mnie kocha) – widzę że się stara żebyśmy jakoś ułożyli sobie życie (aktualnie mamy dość trudną sytuację życiowo-mieszkaniową, będziemy się przeprowadzać, ja szukam pracy itp) i takie rzeczy czysto „techniczne” naprawdę zauważam. Planuje naszą wspólną przyszłość, wiemy co chcemy robić w życiu i mamy to zaplanowane a on bardzo się stara i ciągle te plany udoskonala. Gdy o czymś mówi to zawsze mówi „my”. Jednak jeśli chodzi o uczucia jest dużo gorzej i wtedy border najbardziej nie daje mi spokoju bo moje poczucie własnej wartości leży. Brakuje mi cholernie takich zwykłych rzeczy które są w każdym związku. Nigdy nie usłyszałam od niego niczego miłego co dotyczyłoby mojego wyglądu. Wiec automatycznie jestem brzydka/nie podobam mu się (nie pomaga fakt że mam anoreksję bulimiczną i strasznie zaburzony obraz swojego ciała), idąc dalej skoro mu się nie podobam to pewnie prędzej czy później mnie zostawi bo tak naprawdę wcale mnie nie kocha tylko mówi tak żeby mieć święty spokój. Jeśli mnie przytuli to też dla świetego spokoju. To już paranoja i często sama tworzę sobie w głowie teorie spiskowe (w końcu border to nerwico-schizofrenia [w wersji light]) i nie wiem już co jest prawdą.
    Zazwyczaj gdy próbuję z nim o tym rozmawiać to nam to nie wychodzi, on zamyka się w sobie i nie słyszę niczego czego bym już nie słyszała. Ze on miał tak zawsze. Ja tez nie potrafię rozmawiać więc nawet nie wiem co powinnam mówić. Nie chcę go męczyć i nie chcę żeby czuł się źle, ale jednocześnie sama czuję się koszmarnie z tym wszystkim i nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie pomaga fakt że w sytuacjach stresowych mam problem z samookaleczeniem się…

    Przeszliśmy razem naprawdę dużo, poznaliśmy się w najgorszym etapie naszego życia, gdzie i mi i jemu życie wywróciło się do góry nogami. Jesteśmy bardzo do siebie podobni, mamy bardzo dużo wspólnych zainteresowań, te same przeżycia (u niego alkohol w rodzinie i u mnie też, chociaż u mnie tylko ojciec, oboje jesteśmy po próbie samobójczej (z finałem na toksykologii), bardzo podobne przejścia jeśli chodzi o ostatnie związki, traumatyczne przeżycia… Zbyt dużo podobieństw, ten sam gust muzyczny (i nie tylko), nawet ten sam znak zodiaku i różnica 7 dni w dniu i miesiącu urodzenia (wiem, że nie ma to znaczenia ale dodaję jako ciekawostkę). Sama byłam w szoku ze w końcu poznałam kogoś kto mnie rozumie i kto jest tak jakby męską wersją mnie
    Jestem pewna, że to na niego czekałam całe życie i że to właśnie z nim chcę spędzić resztę życia. Nigdy nie byłam niczego tak bardzo pewna. Widzę jak bardzo potrzebuje być kochany, również z uwagi na fakt jak wiele niedobrych rzeczy w życiu przeszedł. Staram się jak mogę, staram się jakoś panować nad swoimi emocjami i borderem ale czasami nie daję rady. Ciągle płaczę, przy każdej możliwej okazji. Nawet teraz pisząc ten post łzy same mi lecą, płaczę cichutko bo śpi obok mnie. Właśnie objął mnie ręką, automatycznie serce bije mi szybciej i uśmiecham się przez te cholerne łzy,  normalne osoby nie doceniają takich rzeczy na codzień ale dla mnie to znaczy bardzo wiele.

    Mój (były już) przyjaciel bardzo odradzał mi ten związek (nie bez powodu jest byłym przyjacielem) ale ja wiem że robię dobrze, wiem że podejmuję dobrą decyzję i wiem ze będę tkwić w tym do końca niezależnie od tego jak to się potoczy, czy będzie lepiej czy gorzej.
    Smutnym jest fakt że ludzie widząc jakiś problem od razu chcą się poddawać. Wydaje mi się ze to właśnie dlatego żaden z jego związków nie trwał dłużej niż 2 lata – i problem nie leży w nim, problem leżał w osobach, z którymi był w związkach (to dziewczyny zawsze go zostawiały, nie on je).
    Problemy się rozwiązuje a nie od nich ucieka. Szczególnie gdy ktoś jest dla nas całym światem.

     

    Nie wiem czego oczekuję pisząc ten post, chyba po prostu chciałabym żeby ktoś kto ma/miał styczność z DDA na codzień mnie zrozumiał, doradził co mogłabym zrobić żeby mój chłopak czuł się komfortowo w naszej relacji ale jednocześnie co możemy zrobić żeby jakoś sobie z tym wszystkim poradzić, żebym i ja nie cierpiała.
    Jeśli coś jest napisane zbyt chaotycznie to przepraszam, jak pisałam wyżej nie umiem rozmawiać i napisanie tego przyszło mi z wielkim trudem.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 623

    Trudno jest, patrząc z wnętrza relacji, postrzegać ją obiektywnie. Sam doświadczam, jak przydaje się osoba zdystansowana, doświadczona i życzliwa, z którą można dzielić się lękami, słabościami, wątpliwościami dotyczącymi partnera, załamaniami nastroju, itp. – słowem, jak przydaje się terapeutka. Doświadczam tego pośrednio, bo widzę, jak kontakt z terapeutką pomaga mojej partnerce, często nawet w zrozumieniu moich nieracjonalnych poczynań. Ja na razie szukam dla siebie. W takim związku, każda z osób powinna być w kontakcie z terapeutą. Najlepiej w stałej cotygodniowej terapii. Zakładam, że jesteś.

    A druga sprawa, to warto chłopakowi dać trochę przestrzeni emocjonalnej. Nie atakować go swoja potrzebą ciągłego potwierdzania miłości. Dać mu trochę uwolnienia. Nie może być CAŁYM Twoim życiem. A Ty nie możesz być CAŁYM życiem jego. To tak nie działa. Każdy w związku potrzebuje też wolności.

    Chyba najlepiej się sprawdza budowanie swego życia także POZA związkiem. Jeśli jest tylko ZWIĄZEK, a poza nim życiowa pusta dziura (brak towarzystwa i aktywności), to łatwo ten związek ukisić i zepsuć. Musi być równowaga. Od ukochanej osoby, trzeba umieć odchodzić do ulubionych zajęć i potem do tej osoby powracać. Warto też rozmawiać o problemach z bliskimi osobami, które dobrze nam życzą. I nie oczekiwać tylko potwierdzenia naszych wizji rzeczywistości, ale też przyjmować krytykę czy zastrzeżenia, a także zastanowić się nad ich przyczyną. Przyjaciel musi czsami mówić przykre rzeczy.

    No i warto brać leki stabilizujące psychikę.

     

    AvatarCzerwonewino
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Droga Nockruko, Jakubek w mądrych i subtelnych słowach ujął wszystko to co najważniejsze.

    Od siebie, bardziej twardo i wprost, dodam, że jeżeli nie zastosujecie w relacji tego o czym napisał Jakubek (ja dodałabym jeszcze poza terapią indywidualną – terapię par, abyście nauczyli się ze sobą komunikować) – to związek ten będzie kosztował Cię bardzo dużo. Każdy z Was ma w inny sposób spolaryzowany ogląd na otaczający świat, ale również na siebie nawzajem. Każdy z Was ma inne oczekiwania wobec związku, każdy z Was ma inną ekspresję wyrażania własnych emocji, dlatego też bez wzajemnego dialogu, szanowania granic partnera oraz codziennego uczenia się siebie nawzajem – przepraszam za te słowa – ale nie widzę szans na zdrowe przetrwanie Waszego związku.

    Avatarnockruka
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Niestety nikt z nas nie chodzi jeszcze na terapię. Oboje nie mamy ubezpieczenia (ja nie mam żadnego, on nie ma z NFZ, ma prywatne ubezpieczenie w pracy). Wiec nie wiem jak miałoby to wyglądać – w naszej dzielnicy (mieszkamy w Warszawie) są spotkania DDA, wczoraj sprawdzałam, ale nie wiem czy tam trzeba mieć ubezpieczenie? Jest napisane, że można przyjść bez zapowiedzi ale jak to później będzie wyglądać?
    Ja ledwo sobie radzę, wydaje mi się że wszyscy są przeciwko mnie i nikt nie patrzy na to jak ja się czuję w tym związku… wiem że nie powinnam tak reagować ale Wasze odpowiedzi bardzo mnie zasmuciły.
    Chodzi o to że tutaj nie ma prawie (mogłabym równie dobrze nie pisać tego „prawie”) żadnych czułości. Od dwóch tygodni mówię że byłoby miło gdyby mnie pocałował, tak normalnie jak facet całuje swoją dziewczynę, do tej pory się nie doczekałam…

    Wydaje mi się że myślicie że ja jako border potrzebujący nie wiadomo ile miłości i czułości wręcz go zadręczam i męczę swoją osobą i ciągłą potrzebą czułości. Nie. On mnie w ogóle nie całuje, przytula tylko gdy śpimy, gdy w ciągu dnia chce go przytulić to jest to jednostronne – ja go obejmuje a on nawet tego nie odwzajemni. Nawet nie dotknie mojej dłoni, nic. Jakbym przytulała lalkę. To bardzo, bardzo boli. Może ja tez powinnam tak się zachowywać, już próbowałam ale gdy tak robię to widzę że on jednak chce tego kontaktu. Mówił że sam nie lubi ale lubi jak ktoś go przytula. To nie może tak działać do cholery, bo ja tez mam uczucia! I jeśli mówię mu ciagle że coś sprawia mi przykrość a on nie chce nic z tym zrobić to jak mam się czuć?
    Zniosę naprawdę wiele, mój poprzedni związek trwał 8 lat (z przerwami) i ja pomimo bordera i nerwicy jestem w stanie sie poświecić i robić coś na co na przykład nie miałabym ochoty ale mogę zrobić to ze względu na niego i później okazuje się że jednak jest fajnie.
    Nie wiem czy to ma znaczenie ale cierpię na depresję która trwa już 9 rok oraz na fobię społeczną. Czuję się jak kupa gówna (przepraszam za wyrażenie) a to wszystko mi w tym nie pomaga 🙁

    Znamy się kilka miesięcy, oficjalnie jesteśmy ze sobą ponad miesiąc i to właśnie na tym etapie związku zawsze jest najlepiej jeśli chodzi o takie „uczuciowe” sprawy, jeśli teraz to wszystko tak wyglada to co będzie później? Bardzo boje się że przez to wszystko niedługo go zdewaluuję (chociaz jak to przy borderze – miało już to miejsce ale dosłownie na moment, to takie chwile gdy myślisz że ktoś Cię nie rozumie i jest beznadziejny ale za chwile jest najlepszą osobą na świecie) i będzie mi wszystko jedno.
    Nie rozumiem tego że nie może mnie sam z siebie przytulać i całować, ale seks już jest ok i sam go inicjuje (ja już przestałam bo dużo razy spotkałam sie z odmowa więc moje poczucie własnej wartości leży i już nie chce inicjować bo po prostu się boję…)  i wtedy często jest czuły, potrafi mnie wtedy głaskać np. Po nodze (ale jeśli chodzi o całowanie to jeśli ja sama go nie pocałuję to tego nie będzie…) dlatego tym bardziej tego wszystkiego nie rozumiem. Czuje się strasznie zle. Nie wiem co jeszcze mogę napisać, czuje się koszmarnie, znowu płaczę, po prostu chciałam się wygadać…

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 623

    No to w tle Waszej miłości macie trochę spraw do ułożenia. Terapeuta na pewno by pomógł. Może też seksuolog. Ubezpieczenie otrzymasz, jeśli zarejestrujesz się w Urzędzie Pracy. To może być krok do wyjścia z lękowej izolacji.

    Wszelkie grupy 12 krokowe, w tym DDA,  są bezpłatne. To grupy samopomocowe. W Warszawie jest sporo.

    Powodzenia.

    AvatarCzerwonewino
    Uczestnik
    Liczba postów: 76

    Droga Nockruko, nie możesz oczekiwać, że wszyscy będą głaskać Cię po główce i przytakiwać, utwierdzając Cię w błędnych, myślowych przekonaniach. Wielu z DDA obecnych (czynnie lub biernie) na tym forum borykało się z depresją, próbami samobójczymi czy innymi problemami emocjonalnymi i zdrowotnymi. Wasz związek, z racji Waszych osobistych doświadczeń, już na samym początku staje przed wielkimi wyzwaniami. Jesteście trochę jak niewidomy z głuchym. Macie inne potrzeby, inne postrzeganie, inną percepcję, a do tego dochodzą jeszcze problemy zdrowotne. Bez terapii oraz wsparcia farmakologicznego możecie nie dać rady. Rozumiem, że masz mieć wielką potrzebę bliskości, czułości, ale musisz też zrozumieć, że twój chłopak może mieć inne potrzeby. Bardzo dużo DDA nie zaznało czułości ani miłości w dzieciństwie, dlatego też nie potrafią jej okazywać. Nie oznacza to, że taka osoba nie kocha.
    Nie można nikomu narzucić własnej wizji miłości.
    Kiedyś mój mąż, wiele lat temu, powiedział, że nie jest w stanie spowodować, abym była szczęśliwa. Wtedy odczułam to jako odrzucenie. Krzyczałam w sobie: jak to, już mnie nie kocha?
    Mądrość i ważność tych słów odkryłam dopiero na terapii. Zawsze będziemy uważać się niekochani, niewystarczający, nieszczęśliwi – do momentu, aż nie sprawimy, że będziemy kochać siebie, będziemy się akceptować, będziemy sami ze sobą czuć się dobrze. Do tego momentu zawsze będziemy projektować własne oczekiwania i przerzucać je na partnera. Nie mamy do tego prawa. Każdy ma prawo do własnej przestrzeni. Dlatego Nockruko, najpierw musisz pomóc sobie. Pójść na terapię, znaleźć lekarza, który będzie Cię prowadził, ustabilizować się. Bądź przykładem dla swojego chłopaka, a może wtedy on poczyni takie same kroki i to będzie dla Was nowe otwarcie. Właściwa komunikacja to podstawa sukcesu.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 213

    Nocy Kruka (bo chyba tak powinno się odmieniać Twój nick?), chyba faktycznie ponakładało się Wam na tę sytuację wiele spraw: Być może uczucia Twojego chłopaka do Ciebie są inne niż Twoje do niego. Być może macie różne potrzeby (czego nie warto kwitować machnięciem ręką, bo negatywnie zaprocentuje wcześniej lub później). Być może dajesz mu za mało przestrzeni, przez co czuje się „przyciśnięty do ściany”. Być może Twoje borderline dodatkowo zaciemnia obraz sytuacji.

    Iść na terapię par…? Gdy Ty masz 25 lat, a on 28…? No nie wiem. Terapie par są dla ludzi, którzy już mieli dobry związek, a potem zaczęło się coś sypać, a nie do sklejania na siłę osób z różnej bajki. Czy lepiej od razu szukać sklepu z protezami, czy po prostu ominąć dziurę w ulicy, w którą zaraz się wpadnie?

    Nie twierdzę, że Wasz związek na pewno nie jest udany (bo część rzeczy, o których piszesz, sugeruje, że jest, a inna część – że nie jest). Ale na pewno solidna i intensywniejsza terapia pomogłaby Ci się pozbierać samej ze sobą, a przez to miałabyś też lepszy ogląd na całą tę sytuację.

    Przyjaciel… cóż, mógł się mylić, a mógł dobrze radzić. Ale czasami rolą dobrego przyjaciela jest też się zamknąć i poczekać, aż dana osoba do czegoś sama dojrzeje. Trzymam kciuki za to, żebyś się pozbierała i dojrzała. Niezależnie od tego, w jakim kierunku (jeśli chodzi o związek) Cię to potem poprowadzi.

Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.