Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD MOJA HISTORIA I SYTUACJA

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 51)
  • Autor
    Wpisy
  • Karolina92
    Uczestnik
      Liczba postów: 30

      Dzień dobry, założyłam profil by opowiedzieć moją historię, też poprosić o spojrzenie, może rady osób które rozumieją problem DDA. Byłabym wdzięczna za poświęcony czas i opinię.

      Mam 30 lat, w wieku 26. rozpoczęłam indywidualną terapię DDA, potem roczną grupową. Mam wrażenie, że sporo pomogły- naświetliły, pomogły zrozumieć.

      Jestem jedynaczką, początkowo z zewnątrz sytuacja domowa wyglądała u nas dobrze. Koło mojego 10. roku życia rodzice zaczęli się częściej kłócić, ojciec pił coraz więcej. Jest alkoholikiem, moja mama natomiast ma stwierdzone zaburzenia psychiczne. Sytuacja narastała. W gimnazjum klasa mi dokuczała- byłam cicha, acz „dopilnowana” przez mamę, dobrze się uczyłam, typ kujonki-romantyczki, więc nic dziwnego. W szkole średniej sytuacja się poprawiła- aczkolwiek w domu było już dużo gorzej. Ojciec był bardzo nieprzyjemny dla mnie, na mnie się  wyżywał, mamy zaburzenia natomiast (urojenia psych) narastały. Miałam szansę na rozwinięcie życia towarzyskiego w liceum i tam spotkałam pierwszego zainteresowanego mną chłopaka, podobnego do mnie, ciągnęło nas do siebie. Sytuacja domowa przygniotła mnie jednak. Wycofałam się z życia towarzyskiego- czułam gorsza, jakbym tylko ja przeżywała odrzucenie w domu. Nie poszłam na studniówkę, nie poszłam na 18tkę tego chłopaka, czym sprawiłam mu przykrość. Wiem, że jego mama chciała mnie poznać… Ja miałam myślenie „Po co robić cokolwiek, przecież zaraz potem znów wrócę do domu gdzie będzie to samo …” myślenie ofiary. Chłopiec wiem że ciężko to przeżył, ja jeszcze bardziej, długo nie mogłam się pozbierać gdy nasze drogi się rozeszły. Dziś wiem że jest szczęśliwy- kariera i miłość.

      Potem nastąpił kilka razy podobny schemat. Dotąd poznałam około 7 chłopaków, mężczyzn gdzie coś było na rzeczy, jednak z żadnym z nich nie doszło do oficjalnego związku, można powiedzieć- i nie byłoby to kłamstwo- że nigdy nie miałam chłopaka. Brak doświadczenia. Raz omal nie zostałam wykorzystana seksualnie na wyjeździe- trochę przez własną naiwność i brak doświadczenia, obycia właśnie. Co łączyło tych chłopaków, facetów- byli z problemami, depresjami, chorobami, słabsi ode mnie, intelektualiści, szanujący mnie. Poza sferą romantyczną- Wiele razy wchodziłam w sytuacje gdzie ktoś chciał mnie wykorzystać pod względem zasobów, np intelektualnych czy nawet oszukać finansowo. Jestem więc nieufna dziś.

      Równocześnie kończyłam studia, podyplomówkę, pracowałam w kilku miejscach, rozwijałam pasję i tak mi się złożyło że na pasji dużo zarobiłam. Moim marzeniem od zawsze było podróżować- i po 25. roku życia zaczęłam to robić. Finansowałam to sobie w całości sama. Uchodzę za osobę zdolną, wesołą, umiejącą zarazić tą pasją swoich uczniów, bardzo ciekawą świata. Czasem jeździłam z kimś, nawet z ludżmi poznanymi przez internet, w końcu nadszedł moment że musiałam zacząć sama. Stres jest wtedy przed, ale na miejscu już super.

      Przez większość czasu nie brak mi było faceta. Nie czułam się gorsza, natomiast przy znajomych, kuzynkach  sparowanych- na pewno niepasująca.

      Dziś myślę, że rodzice nie dopasowali się, pobrali się dość późno na tamte czasy, może więc z rozsądku. Mój ojciec na pewno żałował, że nie został kawalerem- słyszałam jak to mówił. Gdy więc pojawiły się problemy ze zdrowiem psych. żony- spanikował.

      Co do mnie, byłam bita do około 14. roku życia przez niego. Potem przerzucił się na psychiczne złośliwości, itd. Matkę zaczął bić jak już byłam dorosła. Widziałam 3 razy, raz skopanie do krwi, ona twierdzi że było tego więcej. Klasyka- nie chciała żeby to wyszło na jaw, bo co ludzie…. Ja też już byłam dość znana z mojej działalności zawodowej w okolicy, sama pozyskuję klienta

      potem terapia, dużo spędzałam w podróży która na pewno jednocześnie była ucieczką. Jesienią 2021 jednak doszło do kropli która przelała czarę. Zamierzył się na mnie w awanturze, chciał na mnie rzucić, a gdy matka odezwała się do niego – pogroził nożem. Powiedziałam wtedy że idę na policję. myślał, że żartuję. Ale nie. Opowiedziałam wszystko, prokuratura się tym zajęła. Doszło do sprawy, dostał wyrok w zawieszeniu za znęcanie się. Choć nie było to w postanowieniu sądu, postanowił się wyprowadzić- może nie umie nad soba panować, może chciał pić w spokoju. Od 10 miesięcy nie mieszka z nami ani nie kontaktuje się- jest to dziwne ale jest też spokój. Natomiast rodzina od jego strony odwróciła się- ostentacyjnie jestem omijana na ulicy, raz czy drugi brak odpowiedzi na dzień dobry… W sumie nigdy nie byliśmy blisko, a 2 razy wcześniej sygnalizowałam że są problemy w domu i się go boję. Nie chcieli wierzyć- w towarzystwie pije, stawia, imprezuje, jest wesoło.

      Niedawno z powodów zawodowych musiałam wrócić na studia. Okazały się fajne, ludzie spoko, poznałam znowu chłopaka, znowu za szybko się zaangażowałam… znowu złamane serce; coś znowu we mnie umarło- tym razem już powiedziałam „dość”. Nie mam do tego szczęścia widocznie, skupiam się na sobie i życiu -jak dotychczas.

      Wkrótce wybieram się na wymianę studencką. Czuję, że potrzebne mi takie doświadczenie. Mieszkałam poza domem na studiach kiedyś- matka dzwoniła po mnie, bo się bała z nim być- a ja wracałam. Teraz jesteśmy bezpieczne, wyjazd mój nie będzie typową ucieczką. Dużo okoliczności mojego życia z zewnątrz wygląda świetnie – ilość podróży, pasja, projekty…

      Dlaczego tu więc piszę? Mam wrażenie że tych dobrych zmian nie mam z kim dzielić. Gdy opowiadam o nich osobom o których myślałam że mi dobrze życzą, napotykam na milczenie. Poznałam na jednym wyjeździe kobietę kilkanaście lat starszą- szybko zaczęłyśmy być bardzo szczere wobec siebie. Stwierdziła że może nie radzą sobie z tym, bo to nie tak miało być- miałam być ta gorsza, córka alkoholika, zahukana taka…  a tu sobie radzę.

      i uświadomiłam sobie, że jako jedynaczkę czeka mnie kiedyś smutna przyszłość, przynajmniej pod tym uczuciowo-rodzinnym względem. Mama już nie jest najmłodsza… Ja mam tyle lat ile mam i tak jakbym chciała nadrobić zaprzepaszczoną młodość- wyjazdy, wymiany….Połowa rodziny się odwróciła, a druga zajęta swoimi rodzinami (jestem jedyna niesparowana z kuzynów). Mam już trochę lat i problemy w relacjach. Większość czasu nie przeszkadza mi to, ale boję się co będzie gdy zabraknie matki -w tym emocjonalnym sensie. Kiedyś będę potrzebować wsparcia bliskiej osoby. I wydaje mi się, że już może być dla mnie za późno na ewentualne założenie rodziny.  Nie chcę więc zwlekać z wyjazdem, zmianą życia, życiem samym w sobie, nie mam też czegoś co by mnie tu trzymało. Z jednej strony to ułatwia wyjazd ale z drugiej … gdy myślę o mojej przyszłości…  Trochę boli

      Jak widzicie moją sytuację? I szansę na ułożenie sobie szczęśliwego, spełnionego życia? Może ktoś miał podobnie- są tu jacyś jedynacy DDA?

      Achk1990
      Uczestnik
        Liczba postów: 1

        Hej

        Nie byłem na terapii wiec odpowiem jak ja to widze( ale pójdę dziś już wiem ze powinnienem)

        ojciec chce pic, pije i może to ma wpływ na zły stan zdrowia mamy..?

        Co do założenia rodziny- nigdy nie jest za późno na szczęście!

        daj się zdobyć, położyć na wodzie i unieść, nic na sile 🙂

        Maje
        Uczestnik
          Liczba postów: 1

          Hej,

          U mnie było trochę lepiej, bo ojciec odszedł (albo mama go pogoniła bo mial jakieś kochanki na boku). Zanim się wyprowadził, trochę bił mame.

          No ale do brzegu, mojego męża poznałam jak miałam 36 lat, przez internet 🙂. Na szczęście nigdy nie jest za późno, ludzie są różni, więc warto uważać, ale warto być otwartym. Uśmiechnij się do siebie, do życia. To co było, było. Wzmocniło Cię na pewno, ale pewnie nie tylko. Uwierz, że będzie dobrze, że właściciel już teraz jest dobrze, bo jesteś samowystarczalna. Daj sobie szansę na szczęście, ale co ważne, nie kosztem siebie 🙂.

          Sebasttian
          Uczestnik
            Liczba postów: 10

            Mamma mia, tyle napisałem i wylogowało mnie 🙁

            To_nie_ja_M
            Uczestnik
              Liczba postów: 18

              Cześć,

              nigdy nie jest za późno, jesteś jeszcze młoda, dziś na matki po 35roku życia nie patrzą jak na alienki.

              Dobrze zrobiłaś zgłaszając tę sprawę. Naprawdę podziwiam Cię. Mój tato pobił mamę tak, że złamał jej nos, dopiero wtedy ona zgłosiła się na policję. Po 30 latach picia ojca, mama wreszcie się wyprowadziła.

              Rodzina taty też odwróciła się od nas. Trudno. Przecież niczego nie wymyśliłyśmy…

              Trzymam kciuki za Twój biznes i podróże.

              Nie będziesz sama, tego się nie obawiaj.

               

              Karolina92
              Uczestnik
                Liczba postów: 30

                Hej, dziękuję Wam za Wasz czas, wasze spojrzenie, dobre słowo i perspektywę! Od ostatniego spotkania grupy DDA u mnie minęło półtora roku, akurat brakowało mi słów od osób które przeszły to samo. Tego poczucia, że nie jestem sama.

                Achk1990- zdecydowanie idź! Naprawdę pomaga. Nie na 100 proc może, takich cudów nie ma,  to proces- ale zdecydowanie pomaga!

                Maje- miałam niefajne przeżycia z facetami z neta, ale to nie znaczy że następnym razem też tak mi pechowo  pójdzie. Gratuluję!

                To_nie_ja_M – przed terapią bym się na to nie zdobyła, pomimo noża. A teraz, gdyby nie nóż to pewnie też nie. Myślę, że skrajna sytuacja zmusiła mnie czy Twoją mamę by wreszcie zachować się racjonalnie

                >Sebasttian- zaciekawiłeś mnie, a lubię długie wypowiedzi. Spróbujesz raz jeszcze? 🙂

                • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 3 miesięcy temu przez Karolina92.
                abcd
                Uczestnik
                  Liczba postów: 225

                  Karolina 92(…)i uświadomiłam sobie, że jako jedynaczkę czeka mnie kiedyś smutna przyszłość, przynajmniej pod tym uczuciowo-rodzinnym względem. Mama już nie jest najmłodsza… Ja mam tyle lat ile mam i tak jakbym chciała nadrobić zaprzepaszczoną młodość- wyjazdy, wymiany….Połowa rodziny się odwróciła, a druga zajęta swoimi rodzinami (jestem jedyna niesparowana z kuzynów). Mam już trochę lat i problemy w relacjach. Większość czasu nie przeszkadza mi to, ale boję się co będzie gdy zabraknie matki -w tym emocjonalnym sensie. Kiedyś będę potrzebować wsparcia bliskiej osoby. I wydaje mi się, że już może być dla mnie za późno na ewentualne założenie rodziny. Nie chcę więc zwlekać z wyjazdem, zmianą życia, życiem samym w sobie, nie mam też czegoś co by mnie tu trzymało. Z jednej strony to ułatwia wyjazd ale z drugiej … gdy myślę o mojej przyszłości… Trochę boli(…)”
                  Jeżeli celem Twojego związku miałoby być zaspokojenie emocjonalne, to wydaje się, że taki związek jest skazany na niepowodzenie, bo uczucia i emocje zmienne są. Chodzi mi o to, że raczej wątpliwym jest zbudowanie czegoś trwałego na czymś co zmienne jest. A związek w znaczeniu -małżeństwo, spełnione będzie raczej wtedy, gdy zawarte z miłości (a miłość nie jest wynikiem emocji i uczuć, a wynika z wolnej woli).

                  Karolina92
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 30

                    abcd, Tak, ogólnie zgadzam się z tym. Nie uważam wcale, by znalezienie kogoś oznaczało, że już zawsze będzie szczęśliwie jak w bajce; choćby kompromisy będą potrzebne, umiejętność działania w przypadku różnicy zdań itd.

                    Jednak większości ludzi się to przydarza. Że poznają kogoś i problemy mogą nieść wspólnie. Jest to też pewnego rodzaju rola społeczna dająca spełnienie (ogólnie rzecz ujmując, wiadomo że są różne momenty) Dla mnie, mam wrażenie, jest to jak niedostępna, zamknięta księga. W życiu można przeżyć tyle przyjemności, ale przychodzą i trudne momenty. Lubię pobyć sama, jestem introwertyczką raczej – ale jestem też człowiekiem, tylko i aż, czyli istotą stadną. Całe życie, jako jedynaczka od dzieciństwa świadoma byłam i  bałam się tego momentu- co to będzie gdy zostanę finalnie sama (po śmierci matki), taka egzystencjalna samotność, nieodwracalność śmierci… Łatwiej mają osoby z rodzeństwem.

                    Moja babcia zmarła w tym roku. Gdy mama mnie nad ranem obudziła by o tym powiedzieć, byłam w szoku, ale też jedna  pierwszych myśli po wybudzaniu to było „co będzie następnym razem, gdy to na nią przyjdzie czas- jak dobrze byłoby gdybym miała wtedy obok siebie kogoś bliskiego”. z babcią nie byłam aż tak związana
                    Wiem, że teoretycznie nie wiadomo co to będzie, równie dobrze ja mogę umrzeć przed mamą itd.  Ale boję się tego

                    oczywiście staram się nie kierować strachem, paraliżowi się nie dać a wyjść życiu naprzeciw (plany wyjazdowe)

                    teraz bardziej niż kiedykolwiek widzę jak to jest gdy nie można liczyć na wsparcie, też dalszej, rodziny ( mam na myśli że życie powiedziało „sprawdzam” ). czuję się ostatnimi miesiącami samotna; staram się iść do przodu mimo wszystko, robić swoje – i jeszcze więcej. Na przekór losowi. Na przekór. Nie chcę jednak by wyglądało to tak całe życie.

                    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 3 miesięcy temu przez Karolina92.
                    2wprzod1wtyl
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 1177

                      Karolina92, temat taty to jedna strona medalu natomiast mama i relacja z nią zwłaszcza w kontekście zaburzeń psychicznych może być w tym momencie kluczowa ròwnież gdy chodzi o bliskie relacje damsko- męskie.

                      Pytasz czy ktoś ma podobnie? Twoja historia jest w kilku elementach podobna do Feniks z tymże ona już jakiś czas nie pisze.

                       

                       

                      2wprzod1wtyl
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 1177

                        Doprecyzuję, że w kontekście relacji z mamą chodzi mi o zależność o ktòrej mòwi Susan Forward w 'Toksycznych Rodzicach’ oraz lęku przed  stratą mamy. Taka relacja z pewnością jest warta pracy.

                        Relacja zależna to taka, ktòra jest oparta na poczuciu lęku, wstydu lub winy, to taka gdy zlewają się granice (często w toksycznych rodzinach jest my zamiast uwzględnienia, że każdy jest oddzielną osobą skutkiem tego jest niezdrowa lojalność lub poczucie winy, poczucie wręcz jakbyśmy zdradzali kogoś często tylko dlatego, że chcemy np. poswięcić czas na inne sprawy, osoby.

                         

                        • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 3 miesięcy temu przez 2wprzod1wtyl.
                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 51)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.