Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Urodziłem się na przełomie października i listopada ubiegłego roku – 2018 r.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1,651 do 1,660 (z 1,675)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Jeżeli chodzi o nazewnictwo to w tym przypadku gdy chodzi o mnie mowa jest o ojcu duchowym, ktòry pokazuje perspektywę, napomina, ale wybòr zostawia mi. Jest to dla mnie istotne zwłaszcza na etapie skrzywionego spojrzenia na wiele spraw.

    …ale tak samo może być dla kogoś autorytetem trener sportowy zwłaszcza w wieku młodzieńczym. I uważam., że w przypadku rodzin dysfunkcyjnych to może zadziałać, bo taki młody człowiek bardzo podatny na ròżne drogi zaczyna brać pod uwagę zdanie autorytetu.

    W dorosłym życiu zwłaszcza gdy nasze spojrzenie, nasza perspektywa jest skrzywiona, przefiltrowana przez mechanizmy takie wprost wsłuchiwanie się w autorytet może nam oszczędzić cierpień. Jednak aby osoba choćby dda zechciała słuchać (piszę ze swojej perspektywy) ważne jest według mnie zaufanie o ktòre u osòb poranionych jest trudno i do tego jest niezbędne też postępowanie autorytetu.

    Gdy idę do fachowca w danej dziedzinie lub nauczyciela to nie wymagam od niego postawy. Może nawet postępować niezgodnie z tym co mòwi ważniejsze jest dla mnie to czy jest merytoryczny (sam może mieć jakieś problemy z wdrożeniem, ale ma wiedzę i doświadczenie) natomiast autorytet to ròwnież postawa, przykład, inspiracja.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 3 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Rok 2021 -relacje.

    Balans między utrzymaniem relacji, nie porzucaniem relacji a rozpoznawaniem toksycznych, ucinanie lub dystansowanie w relacjach gdzie czuję, że jestem kaleczony.

    Głòwna myśl.

    Tak jak nie ma idealnych ludzi tak nie ma idealnych relacji. Patrzenie przez pryzmat 80 procent tego co dobre w relacji a nie przez pryzmat 20 procent, ktòre w jakimś stopniu wadzi i jest pretekstem do porzucenia relacji.

    druga myśl.

    Komunikacja i prawda, ktòre są cementem relacji.

    Mając taki zestaw i świadomość, że jestem dda i 'lubię' wyszukać pretekstu (często w świadomości uzasadnionego) do porzucenia relacji bez spojrzenia na 80 procent tego co jest dobre mogę się przyglądać, pobyć, utrzymać (ale nie tkwić bez końca gdy faktycznie jest krzywdząca lub po prostu z innymi podejściami).

    Trzecia myśl

    W niektòrych relacjach zamiast porzucać relację wystarczy się zdystansować.

    Czwarta myśl

    W ramach utrzymania relacji nie wpaść we własną pułapkę na zasadzie 'skoro zawsze porzucałem to tym razem też pewnie zaczynam wyszukiwać pretekstu' – nie! gdy relacja jest krzywdząca odcinać lub dystansować (nie łapać się na pozorną korzyść 'bo coś tam uzyskuję' np. jakiś zasòb, wiedzę, umiejętności lub finanse)

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 3 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 3 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Warte podzielenia się, ale też ukazania takiej prawdy jest to, że powyższa perspektywa, konstrukcja jest przeze mnie zaczerpnięta od kogoś. Moje są rozszerzenia na siebie.

    Przy okazji uzyskuję potwierdzenie, że w grupie w tym od innych zwłaszcza osòb życzliwych (tak ludzi życzliwi są- kiedyś miałem poczucie, że są tylko fałszywi lub interesowni)- mogę się uczyć lub inspirować do rozbudowania swojej myśli.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    W moim odczuciu takim najważniejszym pierwszym  krokiem jest.

    1. Stwierdzenie prawdy jakie są moje relacje.

    2. Mogą być lepsze (mogę odbudować zasòb)

    Słuchając na temat relacji na jednym z nagrań Pani przekazała, że nawet jeżeli ktoś mòwi, że nie chce relacji to jest to zasłona, bo tak naprawdę nie umie utrzymywać, być w relacji.

    I od tego wyjdę. Skoro w moim mniemaniu moje bliskie (nie mam na myśli zawodowych, ktòre są intensywne) relacje są słabe tzn. że nie umiem, nie mam kompetencji w bliskich relacjach.

    Taka prawda aż uciska w klatce gdy ją piszę, kusi by zaprzeczyć. Jak to a ten, tamci? tamta i tamte?

    Nie, nie potrafię.

    następnie

    Przejście do punktu drugiego. Nie potrafię, ale mogę działać by ten zasòb poprawić.

    – terapia

    – utrzymywanie relacji, bycie w nich i nawiązywanie nowych

    – literatura, filmy, praktyka

    Wspòłczucie sobie poprzez zrozumienie (nie usprawiedliwianie) okoliczności , życzliwość do siebie, działanie.

    Powyższe w odniesieniu do siebie, ale myślę, że osoby dda co zresztą wielu z nas podkreśla ma problem z zaufaniem, hajem emocjonalnym, wstydem, niskim poczuciem wartości, skrzywdzeniem, porzucaniem co z pewnością dla wielu oznacza płytkie, interesowne, transakcyjne lub żadne relacje.

    Nie mając długich i bliskich relacji nie mogliśmy nabyć kompetencji. Ale (tak twierdzą znawcy) ten zasòb można odbudować (trzeba czasu i cierpliwości)

     

     

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 3 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Kolejny element granice. Stawianie i nie przekraczanie cudzych granic.

    Kolejny to…

    Pobranie z nabytych kompetencji nazwijmy to nieperspektywicznych relacji z kobietami i intensywnych zawodowych, ktòre z jednej strony wykształciły we mnie umiejętność wyczuwania manipulacji, nastroju, reagowania, funkcjonowania pewnej swobody ale z drugiej usztywniły w  transakcyjności w ubitych argumentach.

    Teraz gdy od roku udało mi się odstąpić od nieperspektywicznych relacji(z perspektywy czasu myślę, że było to na zasadzie haju emocjonalnego)

    czas na bliskie relacje … Być może niedługo coś drgnie (są zalążki :-)). Budowanie kompetencji do prawdziwie bliskich relacji. (brzmi jakbym miał max. 20 lat), ale z perspektywy czasu uważam, że było duże prawdopodobieństwo tego, że każda bliska byłaby nietrafiona- może i nabyłbym zasoby tak jak przy nieperspektywicznych (w założeniu) relacjach, ale koszty dziś byłyby znaczne).

    Dlatego patrzę ze zrozumieniem i wyrozumiałością na to jak funkcjonowałem. Dziś mam więcej narzędzi (zwłaszcza terapia) i wiedzy też.

    czas zrobić skok do wody  zamiast kolejny raz uciec. ( zwłaszcza, że  tęsknota do haju emocjonalnego do powrotu do nieperspektywicznych/niedojrzałych relacji minęła- nawiasem mòwiąc poradzenie sobie z tą kwestią uważam za największy krok 2020 r)

     

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Pytanie tylko po co? skazywać się na uczucie strachu/lęku, zazdrości, złości? Po co patrzeć na chłòd emocjonalny czasami wręcz pogardę, po co patrzeć na promienienie  na widok lub głos kogoś innego? To tylko niektòre…

    Niestety taka jest moja skrzywiona utrwalona perspektywa, ktòra też trzeba rozładowywać. (problem leży w tym, że jest ona w moich oczach bardzo realna, bo ja wielokrotnie widziałem w tym w moim domu rodzinnym w relacji moich rodzicòw a pòźniej że zwierzeń kobiet o ich mężach partnerach)z 'nieperspektywicznych' moich relacji z nimi.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 2 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Wròcę do stawiania granic i przekraczania. To jest nowa perspektywa nakreślona przez psychologa. Jeszcze nie wiem do końca jakie odniesienie na moje zachowanie. Dlatego poniższe jest takim moim pòki co zaznajomieniem z tematem (wyłącznie moimi poszlakami)

    Lęk przed tym by nie stać się słabym, bo będzie to wykorzystane (definicja słaby przefiltrowana przez siebie)

    Na bazie mojej analizy relacji z mamą, ale też tata.

    Kontrola sytuacji pozwala na to by kontrolować? by nie być słabym lub nie zostać odebranym jako słaby

    poniżej cytaty.

    …Te same przekonania dotyczące funkcjonowania w świecie zewnętrznym dotyczą życia domowego i postaw wobec rodziców. A więc dziecko zostało nauczone, że nie można wypowiadać wobec rodziców swoich prawdziwych emocji: niezadowolenia, złości, rozczarowania czy też potrzeb sprzecznych z aktualnymi oczekiwaniami rodziców. Nie należy mieć swojego zdania i odmawiać rodzicom. Dlaczego? Bo rodzic poczuje się dotknięty, urażony i smutny, a winą za to obarczy dziecko („Zobacz, przez Ciebie mamusia jest smutna”), reagując obrażeniem się na niego. Czego uczy się dziecko w takiej sytuacji? Uczy się, że jego uczucia i potrzeby nie mają znaczenia, że aby rodzic był zadowolony, musi wyprzeć, porzucić swoje emocje, bo są one nie do zaakceptowania i zagrażają relacji. Obrażanie się rodziców, demonstrowanie swojego skrzywdzenia w stosunku do dziecka automatycznie wywołuje lęk i chęć „odzyskania” rodzica. Dziecko odczuwa taką sytuację jako groźbę odrzucenia. Jeśli ktoś w dzieciństwie wyuczy się takiego sposobu funkcjonowania i radzenia sobie ze swoimi emocjami, to w późniejszym życiu będzie ten sam model realizował.

    ale też pasuje mi.

    …Tacy rodzice kreują dziecko na super uzdolnione i oczekują, że odniesie ono spektakularny sukces życiowy i zawodowy, powtarzając mu, jak jest niesamowite, chwaląc się nim przed znajomymi, by akceptacja, którą mają do zaoferowania, była uwarunkowana wielkimi osiągnięciami. Takie dziecko, a z czasem osoba dorosła, osadza swoją tożsamość na takim fałszywym „ja”, które za wszelką cenę próbuje uchronić przed porażką, bo okazanie słabości czy przyznanie się do błędu albo bycie normalną osobą jest czymś zagrażającym i może zakończyć się rozczarowaniem rodziców i utratą ich akceptacji. Jest to jeden z przepisów na pojawienie się narcystycznych zaburzeń osobowości. Jednak u części osób powoduje to ogromny lęk, wycofanie się z życia, unikanie jakichkolwiek wyzwań, robienie minimum i poczucie ogromnej pustki….

     

     

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 2 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Jeżeli chodzi o pierwszy cytat to o ile nie było problemu, ograniczania pozytywnych emocji o tyle faktycznie złość, irytacja gniew były zawstydzanie, poròwnywane do kogoś w połączeniu z obrażeniem lub płaczem.

    Gdy chodzi o drugi cytat to też bywałem 'ekzpozycyjnym' dzieckiem na forum rodzinnym co często mi przeszkadzało a w okresie pòźniejszym gdy poszedłem drogą buntu wręcz nie korespondowało. Retoryka na forum rodzinnym została, ale moje zachowanie i funkcjonowanie poszły w zupełnie innym kierunku przez co czułem irytację gdy mama mnie chwaliła, ale też czułem się oszustem (poczucie winy)

    Zobaczymy, ktòry kierunek dostrzegł psycholog a może zupeńie inny?

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 2 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Przy okazji otwarcia kolejnej warstwy przez psychologa przypomina mi się nagranie o. Zatorskiego o perspektywie prawdy subiektywnej i perspektywie na nas drugiego człowieka. (nie chodzi o to by zawsze przyjmować, ale aby dać sobie miejsce na spojrzenie z takiej perspektywy i zweryfikować np. po owocach)

    Perspektywy mogą być odmienne. Bo o to w moim poczuciu budowała się perspektywa poznania najbardziej domagających mechanizmòw(jeszcze nie przepracowania, ale zapoznania) a tu pojawia się i pewnie pojawiać się będzie stopniowo kolejny puzel.

    Z jednej strony jest to motywujące a z drugiej pokazuje jak jeszcze droga jest długa. Pòki co skupiam się na tym co już zostało przepracowane choćby dlatego aby odległość celu nie demotywowała.

    Uczy mnie to cierpliwości dla procesu i w jakimś też stopniu relacji jakby nie patrzeć też bliskiej, bo wiąże się z oddaniem kontroli, zaufaniem.

    …ale też przy okazji kształtuje mi się obraz udziału psychologa w procesie jako kogoś kto ukazuje perspektywę a nie kogoś na kim się uwieszam bezrefleksyjnie zrzucając odpowiedzialność za decyzje.

    W tym miejscu raz jeszcze przypomnę sobie i wam przy okazji trzy dynamiki.

    Myślenie o czymś, mòwienie o czymś i działanie (celem jest działanie, mòwienie i myślenie(zauważanie) też są ważne, ale warto sobie przypomnieć, że każdy z tych procesòw jest czymś innym (można myśleć o czymś, wiedzieć a nie działać)

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 2 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 2 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Jest jeszcze jedno tło i jest to takie spojrzenie, że skoro sam wyszukuje oraz piszę na forum w pewnym sensie chcę kontrolować proces.

    Psycholog powiedział mi, że wyczuwa z mojej strony rywalizację i pròbę przejęcia kontroli nad kierunkiem terapii.

    Skoro tak czuje tzn. że tak jest, ale mimo wszystko czuję w sobie, że coraz więcej tej kontroli oddaję i jakby mam zgodę na kierunek i tempo. Nie ma myślenia a mògł mi o lęku przed słabością powiedzieć już pòł roku temu, można też iść dalej i podejść podejrzliwie, że dawkuje, żeby dłużej mieć żròdło- tego poczucia we mnie nie ma przez co przyjmuję z takim dużym zrozumieniem, że widocznie dopiero teraz przyszedł czas. Powiedziałbym nawet, że bardziej od podejrzeń czuję zaciekawienie i satysfakcję właśnie z kolejnego etapu.

    Jest jeszcze coś w jednym z nagrań Tatiany Mitkowej mòwi ona aby osoby dda brały udział w terapiach, ale też po prostu czytać, oglądać, rozmawiać o dda. I myślę, że nawet jeżeli moją podświadomą motywacją jest rywalizacja i pròba kontroli kierunku terapii to niezależnie od tego słuchanie, czytanie i rozmawianie też są wartością dodaną (teoretycznie terapia powinna zaspakajać, ale przy okazji interesowania się tematem dowiaduję się też o innych warstwach niekoniecznie związanych z dda).

    Ok. W ostatnim czasie dość intensywnie, ale chciałem nakreślić pewną konstrukcję trochę taką plombę, ktòre zazwyczaj na początku wydają się sztywne, ale z czasem wypierają stare mechanizmy i stają się naturalne).

    Nie wiem, ale jakoś tak poczułem, że mogę się wyrwać z poczekalni, przeczekalni (moje życie może nie było zrujnowane, ale tak jak pisałem na początku wątku czułem, że stoję w miejscu i zaczynałem się izolować -to tak trochę jakby człowiek pogrzebywał się żywcem i coraz bardziej czuł, że nie pasuje do świata- to podejście już się zmieniło (głòwnie po postawieniu na życie w prawdzie- nie kłamiesz nie masz powodu izolowania unikanai oraz porzuceniu błędnie pojętego wstydu) poczułem, że może się też zmienić relacja z kobietami z transakcyjnej na bliską)

    Zmienił się też wymiar zawodowy na korzystniejszy, ale w tej kwestii ile jest pracy nad sobą a ile doświadczenia nie chcę rozstrzygać, ale sam przed sobą wiem, że co najmniej dodało odbudowanie poczucia wartości i nie porzucanie problematycznych sytuacji a wręcz wyjaśnianie, negocjowanie i pròba rozwiązania (w wymiarze zawodowym nawarstwianie poprzez uciekanie, ignorowanie problematycznych sytuacji typu kara wrzucona w szafę oraz odbudowanie poczucia wartości w mojej ocenie jest jednym z fundamentòw i też jedna z przewagą konkurencyjnych)

    Oczywiście nie do przecenienia są też napotykani życzliwi ludzie i wiara Boga.

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 2 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 2 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
Przeglądasz 10 wpisów - od 1,651 do 1,660 (z 1,675)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.