Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Zaangażowanie w życiu DDA

Otagowane: 

Przeglądasz 3 wpisy - od 71 do 73 (z 73)
  • Autor
    Wpisy
  • truskawek
    Uczestnik
      Liczba postów: 581

      Hej,

      Nie śledziłem forum ostatnio i nie bardzo wiem kto komu na jaki odcisk nadepnął, ale zareagowałem na pytanie „co ma praca nad sobą wspólnego z lubieniem lub nielubieniem”. Mam poczucie, że bardzo dużo. Jak ktoś mnie wkurza, to otwierają mi się różne domowe wzorce obrony i ataku, i to jest najlepsza okazja, żeby się im przyjrzeć. Czasem z tej okazji korzystam, ale nie zawsze. Czasem wybieram, żeby się jednak odsunąć i nie wchodzić w spiralę wielkich emocji. Nie mam na to jakiejś reguły, robię tak, jak akurat czuję i jak mogę o siebie najlepiej zadbać. Jak teraz o tym myślę, to tak czy inaczej coś z tego wynoszę – albo zajmuję się swoimi ranami, albo pozwalam sobie na odpoczynek i akceptuję, że nie z każdym będzie mi blisko i nie muszę o to walczyć. Najważniejsze, że to jest mniej więcej w zgodzie ze mną.

      To zresztą trochę nawiązuje do oryginalnego wątku – w relacjach się bardzo angażuję i trudno mi nieraz odpuścić. Poza nimi bywa różnie. Są rzeczy, które ciągnę z dużą wytrwałością, nawet jeśli nie przynoszą mi już większych korzyści, ale potrafię też się rozkraczyć przed pierwszą przeszkodą i obawiam się, że jak spróbuję i mi nie wyjdzie, to będzie o mnie źle świadczyło.

      Jest mi łatwiej po terapii, chyba bardziej dlatego, że mogłem spuścić trochę emocji i zdjąć z siebie poczucie winy, niż żebym się nauczył jakiejś strategii. Bardziej dopuszczam teraz, że mam różne potrzeby z samego tego faktu, że żyję, i nie muszę tego bardziej uzasadniać. Doświadczyłem tego, że jeśli mam taką właśnie motywację, to dużo więcej mi się chce robić i mniej się obawiam co jeśli mi nie wyjdzie. Działanie układa mi się teraz jakoś bardziej naturalnie.

      dda93
      Uczestnik
        Liczba postów: 637

        Kris1, taka luźna sugestia, jaka nasunęła mi się po przeczytaniu opisu relacji w Twojej rodzinie – może chcesz zerknąć gdzieś pod hasło „zaburzenia obsesyjno-kompulsywne” i znajdziesz tam coś znajomego. Ale nie jestem psychologiem, tak mi się tylko skojarzyło (nazwa niekoniecznie oddaje istotę).

        Co do głębokości relacji damsko-męskich, w dzisiejszych „hiperfeministycznych” czasach wszystko jest możliwe. Zdarzają się pary, które nawet mieszkają oddzielnie, spotykając się tylko od czasu do czasu, po to, żeby móc swobodniej prowadzić na co dzień swoje życie zawodowe, artystyczne czy towarzyskie.

        Z tego co widzę, wybrałeś jednak bardziej tradycyjną formułę (która wcale nie jest gorsza), tak więc powodzenia w stopniowym otwieraniu się na to, by w Waszym związku oprócz „moje” i „twoje” budowane było także „Wasze” 🙂

        Co do tego „zaawansowania”, rozbawiłeś mnie. Miałeś przykład, że wcale to tak nie działa. Sorry za mój udział w całej tej awanturze i przykro mi, że musiałeś być tego świadkiem… Czasem uczestnik pierwszego mityngu może zaskoczyć weterana, gdy wie, co powinien zrobić, bez tysięcy stron lektur, analiz, filozofii i interpretacji. A niejeden weteran na pewno nieraz potknął się na drobiazgach. Dlatego wolę uważać, że choć każdy inny, wszyscy jesteśmy równi.

        Meliska
        Uczestnik
          Liczba postów: 98

          Ja również, jak truskawek, nie śledziłam ostatnio forum, ale założony temat wydaje mi się bardzo, ale to bardzo bliski. Otóż, u mnie objawia się to tym, iż nie mogę podjąć działania w sferach, w których mogę zostać oceniona, w pasjach, w chęci uzewnętrznienia siebie poprzez np. sztukę. Czuję jak coś mnie blokuje i doświadczam lęku. Przed czym? Nie wiem. Co dziwne, nie mam tak przy zadaniach typu studia, tam jakoś robię zawsze i wszystko na czas. Być może nie zależy mi na tym tak tak jak np. na wymyśleniu celnego pseudonimu artystycznego, w końcu będę się nim podpisywać. W ogóle, u mnie wymyślenie nazwy to jest katorga. Bo musi być idealna, bo musi oddawać coś głębszego. I tak potrafię o tym myśleć tygodniami, miesiącami. Przeradza się to w pewnego rodzaju obsesyjne myślenie. Bo ten pseudonim musi być idealny! Nie może być tylko wystarczający, musi się odróżniać od wszystkich innych itd. A jak już coś wymyślę, co pasuję, to znów dostaje jakichś leków, że ktoś zauważy moją decyzję i… oceni? Że będę gorsza od innych. W takich decyzjach apropo np. wymyślenia nazwy bardzo często się porównuję, do innych, nie umiem posłuchać swego wewnętrznego głosu, tylko szukam inspiracji u innych, mimo, ze swoją jakąś tam propozycje płynącą z głębi umysłu mam. To dla mnie bardzo wyczerpujące i blokujące.  Zawsze muszę być idealna, perfekcyjna, inna, wyróżniająca się pozytywnie. Wiem, że może to wynikać z oczekiwań i wymagań, jakie panowały w domu. Ale… zwyczajnie sobie z tym nie radzę. Z tymi obsesyjnymi myślami jeśli trzeba podjąć jakąś decyzję dotyczącą czegoś, co ma mnie określać. Dodatkowo boję się pokazać swojej twórczości np. na portalu społecznościowym, bo boje się krytyki i oceny. Prawdopodobnie wynika to z niskiego poczucia własnej wartości i uzmysłowienia w domu zagrażającego stosunku do świata. Mało kiedy byłam też akceptowana i bardzo często odrzucana. To już wiem, tylko nie wiem… jak sobie z tym poradzić i zaakceptować siebie, swoje pomysły, to, co tworzę… Ciągle mnie coś hamuje i blokuje.

        Przeglądasz 3 wpisy - od 71 do 73 (z 73)
        • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.