Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 51 do 60 (z 63)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Aneto 123. Nie wiem co mam Ci powiedzieć. Sama ze sobą nie mogę dojść do ładu. Jestem strasznie zmęczona swoimi myślami. Chciałabym w końcu odetchnąć i powiedzieć jestem szczęśliwa i moje myśli są spokojne. A tu jeszcze rzeczywistość, ścieranie się ze sprawami życia codziennego….

    A właśnie Aneto, czy już wróciłaś do pracy po zwolnieniu?

    Ty wydajesz się fajną osobą, taką o której inni myślą, mogę się przed nią wygadać. Sama to piszesz. Co cenna umiejętność słuchania innych. Ja chyba takiej nie posiadam. Bo mi nawet już ludzie nie chcą się zwierzać, bardziej traktują mnie intresownie odnośnie zrobienia czegoś, pożyczenia, przysług itd. Słuchać też mnie nie chcą. Ciężko jest mi utrzymać długotrwałe przyjacielskie relacje. Bo właśnie ludzi trzeba umieć słuchać. Ale powinno to działać obustronnie. Powinna to być wzajemna zależność w relacjach przyjacielskich. Ci wysłuchiwani z czasem też powinni chcieć słuchać tej drugiej strony interesować się nią.

    Fakt, relacje rozwalają czasami  czynniki zewnętrzne. Ludzie wyjeżdzają, dużo pracy, ja mam dużo dzieci co sprawia, że już nie jestem taka dyspozycyjna. Często poirytowana, zmęczona itd. Tysiąc spraw na głowie. Różne problemy zdrowotne i wychowawcze  dzieci a to nie jest już takie fajne. W niektórych relacjach próbowałam nie wkładać zbyt dużo o dzieciach i rodzinie. Ale to też mi nie wychodzi. Więc może trzeba spróbować być autentycznym i zobaczyć co z tego wyjdzie.

    To, że ludzie chcą się przed Tobą wyżalić to właśnie świadczy o tym, że nie jesteś gorsza. Ludziom nie fajnym człowiek nie chce przecież powierzać swoich spraw, trudności itd. Tak więc tu obalam Twoje powiedzenie o sobie, że jesteś gorsza.

    Chodzi tu chyba bardziej o to, że potrzebujesz stworzenia więzi obustronnej z tymi żalącymi się. Spróbuj im opowiedziec o sobie, może nie od razu wszystko i dokładnie. Tak bezpiecznie, stopniowo. A może z jakiś powodów masz problem z odkryciem siebie? Nie wiem, tak tylko gdybam.

    I jeszcze nasuwa mi się jedna myśl, którą też ciężko jest mi tu wyrazić. Potrzebujesz Aneto aby w Twoim świecie coś więcej się wydarzyło odnośnie pozytywnych uczuć. Rodzice to za mało… Nie chcę tego za bardzo rowijać, bo to tylko moje gdybanie.

    Ja znowu zmuszam się z wyjściem do świata ludzi, chociaż z chęcią bym się schowała :).

     

    Pozdrawiam Cię serdecznie

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    „Oliwia wydaje mi się że zbyt wiele od siebie wymagasz,”

    Nie wiem, może tak jest. Ale gdyby tak było naprawdę to osiągnęłabym w życiu znacznie więcej. Mam też tendencję do użalania się nad sobą i dlatego muszę się ciągle motywować do jakiegoś działania, żeby całkiem nie zostać w dołku. Łatwiej zresztą przychodzi mi motywowanie innych niż siebie 🙂

    Za to Ty Sdsdsdsds  wydajesz się dość konkretną osobą…

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Aneto123 napisała:

    „Jedno wiem ? gdy zabraknie mojej mamy, to nie będę się zastanawiać co zrobić ze sobą”

    Wiem, moja wypowiedź była depresyjna, że aż nic się nie chce.

    Ale wydaje mi się, że Twoja jeszcze bardziej (nie , nie jest to zarzut). Tylko ja próbowałam coś wydobyć, aby może ktoś spróbował mi powiedzieć jak sobie pomóc z ciągłym poczuciem odrzucenia a Ty? Mam wrażenie, że się Aneto poddałaś. Nie rób tego. Napisałaś, że masz mamę, widocznie to ważna osoba w Twoim życiu. Masz pracę (no może narazie sobie od niej odpoczywasz- masz prawo). Czy naprawdę jesteś taka sama? Czy nie możesz gdzieś wyjść? spróbować gdzieś bywać? Wiem, wiem, mądrzę się a sama mam duże problemy z relacjami ludzkimi. Ja zmuszam się do bywania w różnych grupach np. kurs tańca, terapia grupowa (daje poczucie jakiejś tam przynależnośći), są różne grupy ludzi gromadzące się wokół różnych nawet całkiem głupich zainteresowań. Siedzą i robią coś tam. Zmuszam się i jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie.  I jeszcze ten brak słońca 🙂

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    sdsdsdsdsds napisała:

    „Czyli:

    ? zostanę sama ? nawet jeśli to co z tego?

    ? będę cierpieć ? nawet jeśli to co z tego?

    ? nikt mnie nie lubi ? nawet jeśli to co z tego?”

    Dzięki za napisanego posta. Czasami też tak sobie sama mówiłam.

    Wiesz to co piszesz pewnie ma jakiś sens. Jakoś tam działa. W jakimś czasie i w jakiś sytuacjach, ale nie da rady tak przejść przez kawał życia. Człowiek musi mieć jakieś odniesienie. Istnieć w jakiejś grupie, wspólnocie, rodzinie. Człowiek ogólnie jest takim „zwierzęciem”, że ciągnie go do drugiego i może się lepiej poczuć i zrozumieć w odniesieniu do innych ludzi. Samemu żyjąc można „ześwirować”. Można sobie tworzyć jakieś tam własne życie, własne schematy obronne aby łatwiej to wszystko znieść.

    Chodzi mi o to, że ja próbuję funkcjonować w jakiś tam grupach i jest bardzo ciężko. Moja nieumiejętność wchodzenia w relację w końcu w dalszej perspektywie czasowej niestety sprawia, że jestem sama i nikogo to nie obchodzi. Zresztą nie lubię litości i ludzie też unikają „biadolących” ludzików.

    W relacjach np.  z koleżankami najczęściej albo jestem tą, która pomaga i jestem potrzebna na czas pomocy, albo jestem w roli „sierotki”, której trzeba pomóc i ciężko mi wejść w rolę tzw. równorzędną kiedy to ludzie chcą się spotykać dla samego lubienia i potrzebują się podzielić po prostu życiem. Po prostu przyjaciele. Nawet ciężko jest mi się teraz wysłowić i opisać swój problem. Mam już sporo lat a dalej czuję się strasznie nieudolnie w relacjach. Relacje koleżeńskie gdzieś mi unikają mimo moich starań. A jak próbuję coś wyjaśnić, coś naprawić to robi się jakieś „bagno”. Nagle okazuje się, że nie ma możności porozumienia więc taka znajomość „odpływa”. Bo jak coś nie działa, trzeba sobie odpuścić.

    Chyba muszę się z tym pogodzić, że tak jest. I funkcjonować wśród zdawkowych, płytkich, pozornie poprawnych relacji w całym mnie otaczajacym świecie. Czuję się czasami zamknieta jak szklanej kuli.

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65
    w odpowiedzi na: 40-letnia DDA #289701

    Edyto: tak sobie pisałam o swojej siostrze, ale sama nie wiem jak ja jestem postrzegana. Niby miła, odpowiedzialna, wytrwała w dążeniu do celu, ale jednak przyjaciół to raczej nie mam. Czyli też pewnie nie jestem fajna. Jestem trudna, może tylko trochę inaczej niż moja siostra.  No cóż :)…

    Odnośnie swoich dzieci: też jak Ty zastanawiam się jak traktuję własne dzieci, też chwalę, potrafię przeprosić itd. Też chcę aby mieli radość z życia. I niestety też jak Ty potrafię się drzeć na swoje dzieci tak jak to u mnie w domu bywało. I tego nie znoszę u siebie. Dlatego chodzę na terapię DDA. Mam nadzieję, że to mi w czymś pomoże.

    Pozdrawiam

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65
    w odpowiedzi na: 40-letnia DDA #287045

    Edyto: maja mama sama nie chce do tej pory przyjąć do wiadomości, że ma męża alkoholika. Jest to dla niej obraza. Bo przecież oni są tacy „porządni”. To co się kiedyś w dzieciństwie wydarzało to tak jakby nie istaniało. Ona pamięta tylko to co dobre, rzeczy, złe wypiera. Moja siostra próbowała kiedyś – dla swojego wewnętrznego uzdrowienia- porozmawiać z nią o tym co ją jako dziecko boloło, co ją skrzywdziło. Nie miała szans. Moja mama powiedziała, że ona nie ma do niej szacunku. A to wszystko było tak bardzo dawno temu i ta moja siostra powinna o tym dawno zapomnieć.Była zbulwersowana i jak ona strasznie „cierpiała”. No właśnie ona…… a gdzie dziecko?

    Powiem z ironią- to było dawno a ta moja siostra jest zagubiona, ma zbabrany charakter, ma depresję, na przemian manię wielkości i braku wartości nikt jej nie lubi bo jest „trudna” i nie może sobie ułożyć życia. Przecież nic się nie „stało…… To było tak dawno….. pora zapomnieć…..

    Nie mogę jednak wyzbyć się jeszcze złości (nawet już nie na rodziców) co tego wszystkiego jak dorośli (a jednak nie dorośli) swoim dzieciom taki los gotują. Wiem, wiem oni inaczej nie umieli…. A jednak. Kto „naprawi” te dzieci, które też mają teraz dzieci….Błędne koło. Chyba dzisiaj mam czarny nastrój……

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65
    w odpowiedzi na: 40-letnia DDA #285413

    Shell dobrze, że napisałaś. Trzeba czasami komuś się wyżalić, choćby wirtualnie. Ale niestety świat wirtualny nie zastąpi świata rzeczywistego, czyli bezpośredniego bliskiego kontaktu. Mają szczęscie ci, którzy mają choć jedną osobę, przed którą mogą się wygadać i czuć się zrozumianym.

    Ja też mam to ciągłe poczucie samotności mimo zbudowania swojej rodziny ( pewnie dlatego, że w dzieciństwie nie byłam „zaopiekowana”). Jakieś nieadekwatne poczucie niezrozumienia. No cóż takie niestety mi życie przypadło… Próbuję coś robić, wyszukiwać tych przyjaznych ludzi też być potrzebną innym, ale to nie takie proste. Różnie się toczy.

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65
    w odpowiedzi na: 40-letnia DDA #284587

    Masz rację Alisa. Tak też czuję gdy się izoluję, że chronię samą siebie.

    Pozdrawiam

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65
    w odpowiedzi na: 40-letnia DDA #283899

    Dziękuję za to co napisałś Alisa. Chciałoby się, żeby „ktoś” sie Tobą zaopiekował. Chciał Cię zrozumieć, tak jak bym chciała aby choć ktoś z „mądrych” tego świata zrobił choć mały wysiłek w stronę wysiłku zrozumienia a nie oceny mnie samej. Staram się zrozumieć innych ale w drugą stronę jakoś to nie działa. Może nie umiem przekazać siebie?

    Co do terapii, nie jest łatwo. Ale jest to co w niej lubię: LUDZIE na tej terapii, grupa. Lubię ich i dobrze się czuję wśród nich. Oni też mieli zbabrane dzieciństwo i obecnie przeróżne problemy, głównie z odnalezieniem się w relacjach i w tym świecie. Lubię być wśród NICH.

    Ale obecnie jestem wściekła na matkę mimo pozornie dobrych. „poprawnych” relacji z nią. W moich problemach jej nie chcę. Mogę z nią rozmawiać o pogodzie, ale nie o sobie. Mimo swoich 40 lat zachowuję się jak „obrażona” dziewczynka. Nie potrafię być dojrzała , ponad to co kiedyś się wydarzyło. Wolę się odizolować. I to nie chodzi o kwestię wybaczenia. Czy Wy też tak macie?

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65
    w odpowiedzi na: 40-letnia DDA #282057

    Alisa masz rację.

    Tylko ja mam już dość. Miałam pobabrane dzieciństwo a teraz dalej się z tym wszystkim muszę zmagać, (ogólnie sama ze sobą). Wymyśliłam sobie, że będę dobrą mamą, żoną. A to nie takie proste, szczególnie wtedy gdy dochodzi do kryzysowych sytuacji. Wtedy „demony” z przeszłości wychodzą a otoczenie wcale nie jest wyrozumiałe. Ale to szczegół. Najważniejsze jest to, że chciałabym naprawdę stworzyć radosny, mądry i wspierający się „dom” dla moich dzieci, który ich nie krzywdzi i daje nadzieję na lepszą przyszłość. No i z tym mężem 🙂 też chciałabym się dogadać. Nie jest to łatwe jak postrzega się rzeczwistość w sposób skrzywiony… Jestem już zmęczona ciągłą walką sama ze sobą.

    Jak narazie terapia prawie po roku (z mojego pkt. widzenia) nie pomaga mi, a dość mnie rozwala i nie ma siły na codzienne życie. Zbyt to przeżywam.

    Pozdrawiam wszystkich ciepło w te ponure dni 🙂

Przeglądasz 10 wpisów - od 51 do 60 (z 63)